Sarny na celowniku
Napisano: 16.03.2007
Władze lotniska w Balicach zlecą myśliwym odstrzał saren. Problem zwierząt mieszkających na łąkach wokół międzynarodowego portu lotniczego w podkrakowskich Balicach nabrzmiewa od kilku tygodni. Władze lotniska uznały sarny za zbyt duże zagrożenie dla samolotów.
- Ważące po kilkanaście kilogramów zwierzęta pasą się w pobliżu pasa startowego - mówi Piotr Pietrzak, rzecznik MPL Balice. - Jeśli któreś z nich wpadłoby pod koła startującej czy lądującej maszyny, mogłoby dojść do poważnego wypadku. Jest też mniej prawdopodobny, za to bardziej niebezpieczny przebieg zdarzeń. Zwierzę może wpaść do wnętrza silnika odrzutowego - mówi Pietrzak.
Na razie służbom ochrony udaje się przeganiać sarny od pasa startowego. Mimo to zarząd lotniska uznał, że mieszkające przy lotnisku stadko trzeba przerzedzić, zlecając myśliwym odstrzał części z nich.
- Nie mamy zamiaru odstrzelić wszystkich saren, tylko ich niektóre. To niezbędne, bo od 2000 roku nikt się nimi nie zajmował, więc się rozmnożyły. Mamy ich teraz ok. 80 - dodaje Piotr Pietrzak. Już w lecie władze lotniska wystąpiły do Krakowskiego Starostwa Powiatowego o zgodę na odstrzał. - Musimy to zrobić pomiędzy 1 października a 1 stycznia, bo wtedy jest sezon polowań. Właśnie dostaliśmy pozwolenie na odstrzał redukcyjny i odłów saren - zapowiada Pietrzak i od razu wyjaśnia, że według jego informacji zastrzelenie sarny jest bardziej humanitarne niż jej łapanie. - Podobno nawet 80 proc. wyłapywanych saren umiera na zawał - twierdzi.
Tę opinię potwierdza Kazimierz Walasz, przyrodnik, który przez pewien czas zajmował się życiem saren. - Rzeczywiście, to bardzo strachliwe zwierzęta. Pamiętam sarny przywożone do krakowskiego zoo. Jeśli nie zmarły od razu, potrafiły biegać po zagrodzie tak długo, aż padały ze zmęczenia. Niektóre uderzały o ogrodzenie, próbując uciec, i umierały od doznanych obrażeń - wspomina Walasz. Z tego powodu jest skłonny uznać, że najlepszym rozwiązaniem kłopotliwej sytuacji w Balicach jest zlecenie odstrzału.
Walasz ma też jeszcze inny pomysł: - W pobliżu lotniska jest jednostka wojskowa. Czy kilkuset żołnierzy nie mogłoby raz w miesiącu zamiast porannej zaprawy przejść się tyralierą po lotnisku i je wypłoszyć? - zastanawia się.
- Robimy więc to nie raz w miesiącu, a codziennie. Nasze służby ochrony je przeganiają, ale strażników jest zbyt mało - odpowiada Pietrzak. Przypomina też, że w 2000 roku zorganizowano nagonkę na sarny. Kilkaset osób próbowało je zepchnąć w miejsce, gdzie pozostawiono otwarte ogrodzenie lotniska. - Niestety, te zwierzęta są tak bardzo przywiązane do miejsca, gdzie mieszkają, że przeskakiwały przez kordon nagonki, byle tylko zostać na łąkach przy lotnisku - opowiada rzecznik.
Zwolennikami wyłapywania saren są z kolei myśliwi. - Można je wyłapać i przenieść w inne miejsce, odpowiednio daleko, żeby nie odnalazły drogi powrotnej - mówią. Twierdzą, że aby uniknąć śmierci nadmiernej liczby saren, można im tuż po złapaniu podać preparaty uspokajające.
Strzelanie zaś do saren środkami usypiającymi jest według nich dość kłopotliwe. - Trzeba się wykazać nie lada sprytem, by podejść sarnę odpowiednio blisko. Strzelby z nabojami usypiającymi nie mają zbyt wielkiego zasięgu - tłumaczą.
źródło - Gazeta Wyborcza
powrót |