Wielkie opóźnienie przez małą uszczelkę
Jak pisze Gazeta Pomorska, samolot z Bydgoszczy do Londynu, w sobotę, odleciał z kilkugodzinnym opóźnieniem. Boeing został uszkodzony. Do Boeinga miało w sobotę wsiąść prawie 180 pasażerów. W trakcie odprawy lotniskowej okazało się, że uszkodzone zostały tylne drzwi samolotu, należącego do firmy Ryanair. Awaria wywołała zamęt w bydgoskim terminalu, przez pierwsze kilkadziesiąt minut nikt nie wiedział, co się dzieje. - Byliśmy zdezorientowani. Część pasażerów stalą na schodach prowadzących do samolotu – opowiada jedna z pasażerek, która chciała w sobotę dotrzeć aż do Dublina. Londyn był dla niej tylko miejscem przesiadki. - Słyszałam, że schody uderzyły w drzwi i je zniszczyły. Wstyd, że taki mamy sprzęt! Gdzie nasz honor! Nie zdążę na samolot! Sylwia Blażejczak i Paweł Bednarski chcieli dolecieć do Londynu, by Paweł mógł tam wsiąść do samolotu do Glasgow. - Miałem stawić się w pracy - mówił, biorąc zaświadczenie o spóźnieniu z portu. - Część ludzi została już odprawiona i nie mogła wrócić. Nikt nam nie wytłumaczył, co się dzieje - dodała pani Sylwia.
- Anglicy byli zdezorientowani, bo obsługa lotniska słabo zna język angielski. Musiałam im tłumaczyć. Pasażerowie feralnego Boeinga skarżyli się również na to, że: - Ponad godzinę czekaliśmy na bagaż. - Widziałem, jak schody uderzyły w bok samolotu - mówił młody mężczyzna. Sylwia Blażejczak i Paweł Bednarski zdenerwowani czekali na samolot, który przez kilka godzin stał na płycie lotniska.
Syci i napojeni
- Ci, którzy chcieli, czekają. Reszta wymieniła już bilety - wyjaśniał w sobotę wieczorem Tomasz Makowski, prezes Portu Lotniczego SA. - Czekamy na specjalistę, leci z Londynu. On zdecyduje, czy samolot wystartuje. Pasażerów nakarmiliśmy, poczęstowaliśmy kawą i herbatą. Załogę samolotu zakwaterowano w hotelu. Ekspert Ryanaira dotarł do Bydgoszczy tuż przed 21. Przewoźnik wysłał go z Londynu okrężną drogą - najpierw do Frankfurtu. Tam wszedł na samolot do Rzeszowa. By mógł stawić się w Bydgoszczy, zarządzono międzylądowanie. Po godzinnych oględzinach zdecydował że rysa jest tak niewielka, że samolot może bezpiecznie wystartować. Boeing odleciał w kierunku Wielkiej Brytanii po godz. 22. Na jego pokładzie było już tylko 108 pasażerów, reszta zdecydowała się na inne rozwiązanie.
Kto zawinił?
Trudno ustalić sprawcę - schody podstawiono zaraz po wylądowaniu Boeinga, który przyleciał z Londynu. Operacja taka zawsze odbywa się za zgodą załogi. Została przeprowadzona prawidłowo i pasażerowie zeszli bezpiecznie na płytę lotniska. Potem nikt schodów nie przestawiał. Kiedy zaczęto przygotowywać się do powrotu i zaczęli wchodzić, ci którzy mieli bilety do Londynu, stewardesa zauważyła pęknięcie. Część osób pozostała na płycie, a część w budynku portu. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, samolot nie był najnowszy i, prawdopodobnie, miał ślady wcześniejszych uderzeń. Opóźnienie spowodowało uszkodzenie plastikowej obudowy i uszczelki - obawiano się, że podczas lotu samolot może rozhermetyzować się.
Czy usterkę spowodowali pracownicy bydgoskiego portu?
-To plotka, żaden z pracowników nie uderzył w Boeinga - wyjaśniano w porcie. - Nieprawdziwe są też informacje o złym stanie schodów. One mają bardzo mocną konstrukcję. Zawieść może tylko układ hydrauliczny, w tym wypadku był sprawny.
Z miasta do miasta
Tani przewoźnicy, o czym trzeba pamiętać, sprzedając bilety odpowiadają tylko za trasę przelotu. Nigdy nie biorą pod uwagę rozkładu lotów innych firm. Dlatego też pasażerowie mogą uzyskać zwrot kosztów podróży tylko za trasę Bydgoszcz - Londyn. Mogą też wybrać inne połączenie z pozostałych polskich lotnisk. Nie mogą jednak żądać zadośćuczynienia za to, że nie udało im się wsiąść do następnego samolotu. Prawdopodobnie Ryanair tej polityki nie zmieni.
źródło – Gazeta Pomorska
powrót |