Wymarzona podróż z Ryanair
Jak informuje Gazeta Wyborcza wszystko zaczęło się na lotnisku w Sewilli, skąd Daria i Krzysztof mieli lecieć do Londynu, a potem do Goleniowa. Oba rejsy - tanimi liniami lotniczymi Ryanair. Tuż przed startem Polacy dowiedzieli się, że lot został odwołany. Zaproponowano im inny - następnego dnia wieczorem. Bilet z Londynu do Goleniowa też miał być przebukowany.
Daria i Krzysztof byli w styczniu na wymarzonym urlopie w Hiszpanii. W drodze powrotnej przeżyli koszmar. - Za ten sam lot zapłaciliśmy trzy razy, a na koniec potraktowano nas jak przestępców - opowiadają.
Wszystko przez odwołany lot
- Wróciliśmy do hotelu, zapłaciliśmy za kolejną dobę pobytu - opowiada pani Daria. - Nikt nas nie poinformował, że lot, który nam zaproponowano, nie był z Sewilii, ale z oddalonego o 100 km Jerez. Na szczęście dokładnie wczytaliśmy się w bilety.
Nazajutrz turyści pojechali do Jerez. Na swój koszt.
W Londynie czekała ich kolejna niespodzianka: najbliższy lot do Goleniowa był za 20 godzin. Dużo wcześniej można było polecieć do Berlina, ale Ryanair nie godził się na taką zamianę. - Chyba że zapłacilibyśmy 330 funtów - mówi Krzysztof.
Takiego dodatkowego wydatku szczecinianie nie chcieli ponieść. Potem okazało się, że za lot do Goleniowa też trzeba jeszcze raz zapłacić. - Nie chcieliśmy - denerwuje się Daria. - Przecież to nie z naszej winy nie zdążyliśmy na wcześniejszy lot!
Ale nie było dyskusji - bilety trzeba było kupić jeszcze raz.
Areszt za ciężki bagaż
Na tym kłopoty się nie skończyły. Daria opowiada:
- Najwyraźniej zostaliśmy zapamiętani, bo przy odprawie obsługa szczegółowo zajęła się naszym bagażem i wykryła, że jest za ciężki (choć w Sewilli nie był!). Kazano nam dopłacić. Tego było za wiele. Krzysztof w nerwach zaczął wystawiać na blat wszystko z toreb, mówiąc, żeby to sobie zabrali albo wyrzucili, bo nie zapłacimy kolejnych pieniędzy. To ich rozsierdziło - zaczęli wrzeszczeć, że nigdzie nie polecimy, kazali patrzeć prosto w oczy, stać prosto. Byliśmy przerażeni. Nie wierzyliśmy w to, co się dzieje. Krzysiek podniósł ręce, pokazując, że się poddajemy.
Przez odprawę udało im się przebrnąć dzięki dwóm Polkom, które wzięły ich nadbagaż na siebie. Ale na tym nie koniec - przy samolocie na małżeństwo czekali już policjanci z karabinami. Krzysztof został aresztowany pod zarzutem pobicia.
Do Polski Daria wróciła sama. Przez wiele godzin nie wiedziała, co dzieje się z mężem.
Następnego dnia Krzysztof został zwolniony i oczyszczony z zarzutów. Kupił kolejny (już trzeci!) bilet z Londynu do Goleniowa i wrócił do Polski. Do pracy spóźnił się trzy dni.
Co na to Ryanair?
- Trudno wyrokować w sprawie tak bardzo zagmatwanej - przyznał Tomasz Kułakowski, rzecznik prasowy Ryanaira. - Tu jest wiele wątków do wyjaśnienia. Trudno mi uwierzyć, że pasażerom przebukowano bilet z Sewilli, nie informując, że zaproponowany lot będzie z innego miasta. Nie powinni sami dojeżdżać do Jerez, ale być tam dowiezieni. To wymaga wyjaśnienia.
Ryanair nie czuje się jednak winny zamieszania w Londynie.
- Problem powstał w Sewilli i wszystko potem było tego następstwem. Jeśli ktoś w Sewilli poinformował tych państwa, że w Londynie nie będą mieli problemów z przebukowaniem biletu, to wprowadził ich w błąd. Ryanair nie poleca lotów łączonych - jeżeli jeden się opóźni, nie przysługuje refundacja na drugi lot. Taki zapis jest w warunkach przewozu. Radzę napisać reklamację.
- Tylko że tę reklamację trzeba napisać po angielsku - wzdycha Daria. - Trudno oprzeć się wrażeniu, że Ryanair mnoży problemy, żeby zniechęcić pasażerów do dochodzenia swoich praw.
Dla Gazety
Katarzyna Krasnodębska z biura prasowego Urzędu Lotnictwa Cywilnego
- Gdyby pasażerowie zawarli z Ryanairem jedną umowę przewozu lotniczego na całą trasę z Sewilli do Szczecina, to przewoźnik nie byłby zwolniony z wykonania umowy i powinien zapewnić im lot z Londynu do Szczecina. W tym przypadku zawarto jednak dwie odrębne umowy przewozowe, na dwie trasy. Takie praktyki są dopuszczalne i przez przewoźników dosyć często stosowane. Mimo wszystko w przypadku pierwszego odwołanego lotu pasażerowie mieli prawo do otrzymania wyżywienia i pobytu w hotelu, łącznie z transportem, oraz świadczeń, np. dwóch rozmów telefonicznych. Dlatego uważam, że ci państwo powinni złożyć skargę do przewoźnika. Jeśli zostanie przez Ryanair rozpatrzona negatywnie, ULC będzie miał podstawy do wszczęcia postępowania wyjaśniającego.
źródło: Gazeta.pl
powrót |