Kontrolerzy lotów z Polski do Norwegii
Polscy kontrolerzy lotów mają być lekiem na kryzysową sytuację w norweskiej kontroli ruchu lotniczego - podaje Życie Warszawy.
Zatrudnienia specjalistów z Polski domaga się Per Sandberg, przewodniczący parlamentarnej komisji transportu i komunikacji. Według niego Polacy mają doskonałą opinię zawodową, umiejętności i do tego w przeciwieństwie do Norwegów chcą pracować.
Norwescy kontrolerzy lotów od miesięcy protestują przeciwko restrukturyzacji spółki Avinor, która zajmuje się lotniskami i ruchem powietrznym. W związku z kryzysem dochodzi do przerw w pracy. Kontrolerzy grożą strajkiem i coraz częściej korzystają ze zwolnień chorobowych.
Polscy kontrolerzy byliby zainteresowani podjęciem pracy w Norwegii - mogą tam liczyć na zarobki jeszcze wyższe niż w Polsce (a zarabiają bardzo dobrze - nawet 10 tys. zł miesięcznie). Problemem jest jednak język norweski, którym trzeba mówić płynnie. Polscy kontrolerzy pracują już w Belgii i Austrii.
W Norwegii samoloty to główny środek transportu. Rocznie odbywa się ok. 580 tys. lotów, z których korzysta 31 mln Norwegów. Brak kontrolerów oznacza więc paraliż całego kraju. Jak poważne problemy wywołuje ten konflikt, dowodzi to, że w sobotę o mało co nie doszło do katastrofy lotniczej. Naziemny ośrodek kontroli ruchu lotniczego nie poinformował pilotów samolotów, że są na tym samym kursie. Na pokładzie airbusa znajdowało się 268 osób, a w fokkerze - 74.
Katastrofie zapobiegł automatyczny system ostrzegania, który włączył się, gdy dwa samoloty były zaledwie osiem kilometrów od siebie. Do zderzenia brakowało 40 sekund. System nakazał pilotowi airbusa wykonanie gwałtownego skrętu.
Źródło: Życie Warszawy
powrót |