Tanich lini lotniczych będzie mniej
W branży tanich linii lotniczych poruszenie. Podobno zimę przetrwają najsilniejsi i szczęściarze. Jednak pasażerowie nadal będą mieli w czym wybierać.
Zaczęło się od apelu skierowanego przez EasyJet do Wizz Air, aby ten wyjaśnił przyczynę odwoływania lotów. Kilka dni później wszystkie rejsy zawiesiła Air Polonia i wygląda na to, że już ich nie wznowi. Z sytuacji skorzystała konkurencja. Czy to koniec roszad na rynku?
Poniżej kosztów nie można
O polskich pasażerów walczy obecnie kilku tanich przewoźników: Air Berlin i Niki, EasyJet, Germanwings, SkyEurope, Wizz Air. Kilka dni temu z rozgrywek odpadła Air Polonia, ale wejście na nasz rynek zapowiedział branżowy potentat - Ryanair.
- Konkurencja w Polsce jest ostra. Mimo to niektórzy przewoźnicy muszą zrozumieć, że poniżej pewnych kosztów nie da się zejść, dlatego trzeba zmienić sposób walki z konkurencją - mówi Rafał Gontar z Chapman Freeborn Airmarketing.Eksperci wyliczają, że np. na trasie Katowice-Londyn przy średnim zapełnieniu samolotu lot opłacalny jest, gdy każdy z podróżnych zapłaci za bilet około 350 zł. Gdyby jednak dziś zamawiać bilet na przelot tą trasą na 15 marca, w Wizz Air trzeba by zapłacić 49 zł.- Za takie pieniądze nie da się latać - przekonuje Rafał Gontar.W ubiegłym tygodniu brytyjski EasyJet wystosował list do węgierskiego Wizz Air, w którym domaga się podania informacji o przyczynach odwoływania lotów.- Zrobiliśmy to w trosce o dobre imię sektora tanich linii - wyjaśnia Yannis Capodistrias, dyrektor ds. marketingu EasyJet na Europę Środkową i Wschodnią. - Przypuszczamy też, że Wizz Air nie uiszcza opłat lotniskowych w Budapeszcie. Chcemy to wyjaśnić, bo wszyscy powinni być traktowani jednakowo - dodaje Eryk Kłopotowski ze SkyEurope.Jozsef Varadi, prezes Wizz Air, nazwał te działania śmiesznymi.- Przeciwnicy chcą wywrzeć na nas presję, bo zaczęli dostrzegać w naszych liniach poważnego konkurenta. O zmianach w rozkładzie informowaliśmy już we wrześniu. Mamy silne finansowe podstawy działania: firmę zabezpiecza obecnie 25 mln EUR kapitału dostarczonego przez Indigo Partners i dotychczasowych udziałowców, m.in. Lufthansę Technik - mówi Jozsef Varadi.- Polacy polubili latanie i przyzwyczaili się do myśli, że z low-costem jest taniej. Nie zawsze jest to prawda. Ponadto w przypadku, gdy tradycyjny przewoźnik odwoła jakiś lot i tak dowiezie pasażerów na miejsce - innymi dostępnymi połączeniami i najszybciej jak się da. Jeśli nie, zwróci im koszt biletów. Tak zwany tani przewoźnik nie ponosi takiej odpowiedzialności - mówi Rafał Gontar.
Jeden traci, drugi korzysta
Prawdopodobnie Air Polonia nie zdoła wrócić na rynek. Każdy dzień działa na niekorzyść przewoźnika i mimo że wciąż prowadzone są rozmowy z ewentualnymi inwestorami, realizacja jakiegokolwiek pomysłu będzie trudna. Wzięte w leasing maszyny są już przygotowywane do powrotu do właściciela.
- Inwestycja irlandzkiej firmy PlaneConsult była podstawą, na której budowaliśmy biznesplan na sezon zimowy - do końca listopada Irlandczycy mieli wyłożyć pierwszą ratę 10 mln USD. 24 października podpisaliśmy finalną umowę w tej sprawie. Decyzją o wycofaniu się z inwestycji zaskoczeni byli nawet pracujący już w Warszawie ich przedstawiciele - mówi Marek Sławatyniec, rzecznik prasowy Air Polonii.Na pomoc pozostawionym samym sobie pasażerom Air Polonii ruszyli konkurenci. Wizz Air i EasyJet zabierają ich na swoje pokłady po zapłaceniu podatków i opłat lotniskowych, SkyEurope dodatkowo pobiera jeden grosz. Dla nich to czysty zysk, bo zabierają pasażerów na wolne miejsca w swoich samolotach, budują zaufanie i zyskują sympatyków.Szansę na przetrwanie na trudnym rynku mają ci gracze, którzy przede wszystkim mogą się pochwalić stabilnym zapleczem finansowym, dobrą organizacją i sprawnym zarządzaniem. Przydaje się także szczęście, którego zabrakło Air Polonii. Na razie spółka ubiega się o kilkanaście milionów dolarów odszkodowania od niedoszłego inwestora.
źródło - Puls Biznesu
powrót |