Linie lotnicze nie chcą podatku na kraje ubogie
Jak podaje Gazeta Wyborcza, francuski rząd zaproponował, żeby każdy bilet lotniczy sprzedawany we Francji był obciążony nowym podatkiem w wysokości od 1 do 40 euro. Pieniądze miałyby pójść na pomoc krajom najbiedniejszym.
Projekt nazywany podatkiem solidarnościowym będzie przesłany do francuskiego parlamentu do końca roku. Rząd argumentuje, że samolotami latają zamożni, których stać na pomoc krajom najuboższym.
Linie lotnicze protestują. Skarżą się, że to dodatkowo obciąży pasażerów i zmniejszy ich zyski, bo droższe bilety to mniej klientów. Dla tanich linii - które oferują często bilety za 1 euro - taki podatek może spowodować poważne straty.
W piątek głos w tej sprawie zabrał Giovanni Bisignani, szef IATA (Międzynarodowe Zrzeszenie Transportu Powietrznego to największa organizacja przewoźników lotniczych). Bisignani ostro skrytykował Francję i prezydenta Jacques'a Chiraca, który jest gorącym orędownikiem pomysłu. - Francuski rząd nie tylko nie rozumie potrzeb krajów rozwijających się i najbiedniejszych - nie wie również, co się dzieje na jego własnym podwórku - dociął Chiracowi Bisignani, nawiązując do zamieszek we Francji.
Szef IATA zaproponował, by Francja zmniejszyła dopłaty dla swoich rolników, czym bardziej pomogłaby krajom biednym niż nakładaniem podatków na linie lotnicze. - To ruch polityczny, który ma odwrócić uwagę opinii publicznej od tego, że Francuzi nie chcą dać towarom z krajów biednych dostępu do swojego rynku - mówił Bisignani.
Jak wynika z wyliczeń IATA, linie lotnicze w tym roku już wpłaciły do francuskiego budżetu ponad 720 mln euro w formie różnych opłat.
Francja na forum międzynarodowym zaproponowała wprowadzenie takiego podatku we wszystkich krajach OECD. Kraje europejskie (w tym Polska) z rezerwą odniosły się do pomysłu, USA stanowczo go odrzuciły.
Gazeta.pl
powrót |