Swobodne loty nad Atlantykiem
Jak informuje Rzeczpospolita, Stany Zjednoczone i Unia Europejska osiągnęły porozumienie w sprawie liberalizacji przewozów lotniczych przez Atlantyk. Jeśli zostanie ono ostatecznie zatwierdzone, przewoźnicy będą mogli swobodnie wozić pasażerów między Europą i Ameryką.
Większość szczegółów porozumienia została już ustalona, ale przedstawiciele Unii Europejskiej uzależniają jego zatwierdzenie od jednego warunku. Jest nim zmiana przepisów USA ograniczających zakup akcji amerykańskich linii lotniczych przez inwestorów zagranicznych.
Liberalizacja przewozów przez Atlantyk i korzystania z lotnisk amerykańskich i europejskich może spowodować gwałtowny wzrost konkurencji między liniami lotniczymi. Amerykańsko-europejskie porozumienie zakłada zniesienie ograniczeń w swobodnym wyborze liczby połączeń i tras obsługiwanych przez linie z obu stron Atlantyku.
Strony uzgodniły, że władze administracyjne nie będą mogły ograniczać częstotliwości lotów poszczególnych linii. Nie będzie też można narzucać liniom, jakimi typami samolotów mogą latać przez ocean i na jakich trasach.
Dzięki liberalizacji amerykańskie linie zyskałyby większy dostęp do londyńskiego lotniska Heathrow, największego portu lotniczego w Europie i najważniejszego portu przesiadkowego, wykorzystywanego intensywnie przez wysoko cenionych klientów biznesowych.
Dotychczas na Heathrow mogły lądować tylko samoloty United Airlines i American Airlines, a i to z poważnymi ograniczeniami. Warto dodać, że American Airlines należy do sojuszu lotniczego Oneworld, tego samego, którego członkiem jest British Airways, największy przewoźnik na Heathrow.
Linie lotnicze z Europy i Stanów Zjednoczonych będą mogły swobodnie ustalać ceny biletów i bez przeszkód latać z portów amerykańskich i europejskich do państw trzecich.
Nie należy się jednak spodziewać, że po wprowadzeniu porozumienia w życie linie będą miały pełny dostęp do wszystkich lotnisk po obu stronach Atlantyku. Najważniejsze z nich, jak choćby wspomniane już londyńskie Heathrow czy Atlanta i Chicago w USA, są już tak zatłoczone, że nowym przewoźnikom trudno będzie uzyskać dostęp w dogodnych dla nich porach. Linie nie stoją jednak na straconej pozycji. Gdy zarządzający lotniskiem odmówi zgody na uruchomienie połączenia, przewoźnik będzie mógł się zwrócić do regulatora rynku o zbadanie sprawy.
Stany Zjednoczone osiągnęły porozumienie w sprawie liberalizacji przewozów z częścią państw Unii, zanim zaczęły się negocjacje z przedstawicielami całej Wspólnoty. Wśród krajów, które najdłużej sprzeciwiały się liberalizacji, była Wielka Brytania. Brytyjskie władze i przewoźnicy nie chcieli zgodzić się na zwiększenie liczby amerykańskich linii mogących lądować na Heathrow. British Airways nadal się temu sprzeciwiają, a pretekstem są amerykańskie obietnice zniesienia ograniczeń w zakupach akcji amerykańskich linii przez firmy zagraniczne.
- Amerykańskie propozycje zmniejszenia ograniczeń w zakupie akcji linii lotniczych nie zapewniają rzeczywistej zmiany w stosunku do obowiązujących restrykcyjnych przepisów - powiedział Andrew Cahn, dyrektor w British Airways.
Podobna jest opinia należących do brytyjskiego milionera Richarda Bransona linii Virgin Atlantic, które w latach 80. stoczyły z brytyjską administracją batalię o dostęp do rynku transatlantyckiego.
źródło: Rzeczpospolita
powrót |