Wizz chce bazę w Poznaniu
- Zainteresowanie połączeniem z Ławicy do Londynu przekroczyło nasze oczekiwania. Z początkiem nowego roku otwieramy kolejne cztery trasy - zapowiedział wczoraj József Váradi, prezes największej w Polsce taniej linii lotniczej Wizz Air, która właśnie uruchomiła połączenia z Poznania.
W niedzielę wieczorem pierwszy samolot Wizz z kompletem pasażerów na pokładzie odleciał z Ławicy do Londynu Luton. - W najbliższych trzech miesiącach samolot będzie miał 80 proc. obłożenie. To znakomity poziom rezerwacji, bo zwykle przy uruchamianiu tras zajęta jest tylko połowa miejsc w samolotach - cieszył się wczoraj Váradi.
Początkowo Wizz Air planował loty do Londynu cztery razy w tygodniu. Ale zainteresowanie pasażerów jest tak duże, że od grudnia dojdzie piąty lot. Váradi twierdzi, że Poznań jest znakomitym miejscem na rozwijanie lotniczego businessu. - Od nowego roku uruchamiamy stąd połączenia na czterech kolejnych trasach - zapowiedział. Jakie miasta miał na myśli? Váradi nie podał szczegółów. Zdradził jedynie, że chodzi o sprawdzone kierunki, do których samoloty Wizz latają już z Warszawy i Katowic. W grę wchodzą więc Paryż, Rzym, Frankfurt Hahn, Sztokholm, Liverpool lub Barcelona. Váradi chce, by w ciągu dwóch najbliższych lat powstała w Poznaniu następna po Katowicach i Warszawie baza Wizz. Następna w kolejności być może będzie Łódz. - Nie ma znaczenia, że jest to blisko Warszawy. Łódź rozwija się swoim rytmem, a odnowione lotnisko jest bardzo atrakcyjne - mówił Váradi. - Nie boimy się też wejścia Ryanaira, bo polscy pasażerowie już nas znają. Oferujemy im bardzo dobre, nowe samoloty i bilety już od 100 zł w jedną stronę, licząc z wszystkimi opłatami.
Węgiersko-amerykański Wizz Air od maja ubiegłego roku przewiózł z Katowic, Warszawy i Gdańska ponad 1,2 mln pasażerów. Jego udział w polskim rynku lotniczym sięga 38 proc. Do tej pory zainwestował w Polsce 30 mln euro i zatrudnił 100 osób. Przewoźnik chce rozwijać siatkę połączeń i zamierza do 2010 r. zwiększyć swoją flotę z siedmiu do 31 airbusów.
źródło: Gazeta Wyborcza
powrót |