Urzędnicy tanio nie latają
Jak podaje gazeta Metro polscy urzędnicy kupują bilety do Brukseli, płacąc jak za lot do Nowego Jorku.
Po wejściu do Polski tanich linii lotniczych ceny biletów spadają z miesiąca na miesiąc. Warunek jest jeden - podróż trzeba zaplanować wcześniej, najlepiej o kilka miesięcy. Do tego najlepiej dobrać sobie towarzyszy - bilety kupowane hurtem są dużo tańsze.
Taką właśnie logiką kierowało się Centrum Obsługi Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, zamawiając ponad 2 tys. biletów lotniczych dla 38 urzędów. Przetarg dotyczy ok. 1800 przelotów na trasach europejskich, 80 - pozaeuropejskich i 230 krajowych na najbliższe pół roku. Urzędnicy nie muszą wykorzystywać wszystkich zarezerwowanych biletów, oszczędzając tym samym kieszenie podatników.
Przetarg wygrał Orbis, który był jedynym oferentem. Wartość usługi oszacował na ponad ok. 6 mln 300 tys. zł. Oznacza to, że jeden bilet lotniczy dla urzędnika będzie kosztował podatników średnio ok. 3 tys. zł! Za taką sumę można polecieć do Nowego Jorku i z powrotem.
Dlaczego więc Orbis policzył sobie aż tyle za trasy głównie krajowe i europejskie? - To pytanie do linii lotniczych, dlaczego mają tak drogie bilety. Naszym zadaniem jest zapewnienie najbardziej godnych i jak najtańszych połączeń - mówi Małgorzata Wróblewska z Orbisu, odpowiedzialna za przetarg.
Jacy urzędnicy chcą latać za taką kwotę? Na liście zainteresowanych jest tylko pięć Ministerstw - Infrastruktury, Skarbu Państwa, Zdrowia, MSWiA i Polityki Społecznej oraz Kancelaria Premiera. To akurat nikogo nie dziwi, bo ci urzędnicy muszą współpracować z innymi krajami Unii.
Ale dokąd i po co będą latać urzędnicy Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa, Głównego Urzędu Miar, Wyższego Urzędu Górniczego albo Urzędu Transport Drogowego?
- Kontrolując żywność, współpracujemy z WHO i ONZ, stąd konieczność podróży do Brukseli, Genewy i Rzymu - mówi Urszula Witkowska, rzecznik Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych.
Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa z powodu współpracy lata do Paryża, Rzymu i Brukseli. - Ze względu na przepisy o przetargach nie możemy sami wybierać przewoźnika - tłumaczy Jerzy Woźniak, dyrektor generalny Inspekcji. - A to, że bilety są drogie, to nie nasza wina.
Agencja Nieruchomości Rolnych preferuje z kolei loty krajowe. A to dlatego, że - jak tłumaczy rzecznik Tadeusz Szkamruk - ma 11 oddziałów, a podróż samochodem służbowym czy koleją, np. ze Szczecina do Warszawy, jest bardzo droga. - Nie latamy często. W tamtym roku nasz prezes był w Chinach z ministrem rolnictwa, ale to był wyjątek - zapewnia Szkamruk.
powrót |