Krótki oddech dla lotniska im. Fryderyka Chopina
Życie Warszawy biorąc pod uwagę prognozy IATA krytycznie ocenia zakres prac prowadzonych na stołecznym lotnisku.
Port lotniczy na Okęciu nie będzie w stanie obsłużyć wszystkich pasażerów mimo budowy nowego terminalu za 200 milionów dolarów.
Budowa terminalu 2, czyli nowego budynku dworca lotniczego na Okęciu zakończy się na początku 2006 roku. Razem z terminalem 1 będzie on mógł obsłużyć rocznie 10 milionów pasażerów. To da zatłoczonemu lotnisku chwilę oddechu. Ale tylko na krótko. Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Lotniczych (IATA) ostrzega w swoich prognozach, że Okęcie, będzie musiało przyjmować 10 milionów pasażerów rocznie już w 2010 roku. Potem co rok portowi będzie przybywał aż milion pasażerów. Totalny paraliż Okęcia nastąpinie później niż w 2013- 14 roku.
Wtedy bowiem pasażerówbędzie aż 14 mln rocznie. – Prognozy czytelnie pokazują, że zajakiś czas warszawski port lotniczy znowu stanie się portem za małym – ocenia Krzysztof Rudnicki, szef polskiego oddziału IATA. Dlaczego Przedsiębiorstwo Porty Lotnicze zarządzające stołecznym lotniskiem zdecydowało się na budowę nowego terminalu za 200 mln dolarów, po to by za kilka lat pasażerowie znowu tłoczyli się w gigantycznych kolejkach do odprawy paszportowo-bagażowej? – To i tak niezwykle kosztowna inwestycja, za którą płacimy z własnej kieszeni. Na droższy dworzec po prostu nas nie stać – wyjaśnia Edyta Mikołajczyk, rzecznik PPL. –Już teraz jednak robimy co w naszej mocy, by uniknąć paraliżu za kilka lat. Chodzi o przygotowania do budowy nowego lotniska dla tanich i czarterowych lotów w Modlinie.
Pierwotnie miało ono przyjąć pierwszych pasażerów na początku lipcabr. Jest jednak pewne, że ten termin nie zostanie dotrzymany. Dopiero w czerwcu bowiem ruszy budowa terminalu pasażerskiego w Modlinie, więc samoloty wylądują tu najwcześniej w październiku. Modlin jednak na pewno nie rozładuje prognozowanego tłoku na Okęciu, bo przynajmniej w pierwszych latach działalności obsłuży tylko około miliona pasażerów. Aby ocalić warszawski port od paraliżu musiałby mieć zdolność obsługi conajmniej 4 mln osób. A do tego potrzebne są kolejne inwestycje, o których na razie się nawet nie myśli.
powrót |