Chodzi nie tylko o samolot
Jak podaje Rzeczpospolita, konkurencja między potencjalnymi dostawcami samolotów dla LOT staje się coraz ostrzejsza. Obydwa koncerny otwarcie zachwalają swoje zalety i krytykują rywala. Temperatura wypowiedzi i częstotliwość deklaracji będzie się zwiększać w miarę zbliżania się prawdopodobnego terminu rozstrzygnięcia przetargu. To wszystko jest właściwie normalne. Tak samo jak i bezprecedensowy lobbing polityczny, który przetargowi towarzyszy.
Wbrew pozorom jednak rywalizacja toczy się w tej chwili wcale nie tylko o to, który koncern dostarczy samoloty dla LOT. I dla Airbusa, i dla Boeinga kontrakt o wartości nawet pół miliarda dolarów nie byłby wart aż takiego zaangażowania. Dla LOT, przy okazji, uboczną korzyścią tej rywalizacji jest coraz bardziej konkurencyjna cena i coraz lepsze warunki oferowanych samolotów.
Chodzi tutaj o coś zupełnie innego. Mianowicie o to, do kogo przyłączy się kraj z takim potencjałem jak Polska. Czy tak, jak jest to obecnie, pozostanie przy Stanach Zjednoczonych i utrzyma opinię najwierniejszego sojusznika na wschodzie Europy, czy też zdecyduje się na związanie swej technologicznej przyszłości z Europą. Wiadomo, że na Polskę, a zwłaszcza na to, jak radzi sobie z gospodarczą niezależnością, spoglądają kraje, które zasadnicze przemiany i wybory mają jeszcze przed sobą. Dlatego i dla jednego, i dla drugiego koncernu wygrana w tym przetargu jest inwestycją w przyszłość.
Tak więc, mimo, że i prezydent, i premier zapewniają, iż decyzja o wyborze samolotu będzie podjęta na zasadach biznesowych, w rezultacie będzie ona przede wszystkim ważna dla przyszłego rozwoju Polski. I o tym powinni pamiętać ci, którzy o tym wyborze będą decydować.
Źródło: Rzeczpospolita
powrót |