Tanie linie przez Atlantyk
Jest szansa, że latem tego roku będziemy mogli latać tanimi liniami z Europy do Stanów Zjednoczonych. Dla tradycyjnych przewoźników byłby to nokaut.
Amerykański i europejscy negocjatorzy uzgodnili w zeszłym tygodniu w Brukseli, że do końca czerwca obie strony powinny porozumieć się w sprawie otwarcia rynku lotniczego między USA i UE. Dzięki temu na transatlantyckie trasy będą mogli wejść tani przewoźnicy.
Obecnie loty na tych trasach mogą odbywać się tylko na podstawie dwustronnych umów zawartych między Waszyngtonem a rządami poszczególnych krajów UE. Porozumienia te wykluczają świadczenie usług przez tanie linie - monopol mają zwykle narodowi przewoźnicy. W konsekwencji bezpośrednie połączenia między Polską a USA oferuje tylko LOT, a przelot z Krakowa do Chicago i z powrotem kosztuje dzisiaj około 800 dolarów.
Do tej pory negocjacje umowy o otwartym niebie szły opornie. Komisja Europejska domagała się od Amerykanów zgody na przejmowanie przez unijnych przewoźników amerykańskich linii lotniczych. Według przepisów USA zagraniczny kapitał może mieć tylko 25 proc. akcji tamtejszych przewoźników. John Byerly, zastępca sekretarza ds. transportu, ostrzegł, że żadne ustępstwa w tej sprawie nie wchodzą w grę.
Mimo to europejscy dyplomaci uważają, że zawarcie porozumienia jest możliwe. Wobec niezgody Amerykanów na przejmowanie ich linii Unia chce jednak wycofać się z oferty swobodnej obsługi połączeń między lotniskami wewnątrz UE przez przewoźników z USA. Konkurencja obejmowałaby tylko trasy między Stanami a Unią. Zdaniem ekspertów dla większości przewoźników z USA nie jest to problem, bo i tak wiążą ich w tej sprawie umowy z europejskimi partnerami.
Podpisanie porozumienia byłoby ciosem dla narodowych linii z UE. Wiele z nich rekompensuje sobie wysokimi stawkami na trasach atlantyckich spadek przychodów spowodowany pojawieniem się tanich linii w Europie. Na razie LOT bagatelizuje problem. - Tani przewoźnicy nie mają odpowiednich samolotów długodystansowych, a połączenia te nie są niskokosztowe - mówi Leszek Chorzewski, rzecznik narodowego przewoźnika. Podkreśla, że zażarta rywalizacja na połączeniach do Stanów Zjednoczonych trwa już od lat, a bilety na tych trasach są już co najmniej dwukrotnie tańsze niż na inne loty transkontynentalne o porównywalnej długości.
Inaczej patrzą na sprawę tani przewoźnicy. - Nasz model biznesowy zakłada przeloty na krótszych trasach, za to kilka razy dziennie. Jednak rynek lotów do Stanów jest bardzo interesujący. Jeżeli pojawi się taka możliwość, z pewnością rozważymy uruchomienie obsługi takich tras - deklaruje Eryk Kłopotowski, rzecznik Sky Europe.
Rzeczpospolita
powrót |