Ryanair kontra AerLingus
Ryanair chce budować europejską grupę.
Największe w Europie tanie linie lotnicze próbują przejąć kontrolę nad narodowym przewoźnikiem Irlandii Aer Lingusem. Jeśli im się uda, będzie to pierwsza tego typu transakcja na świecie
Michael O'Leary, prezes Ryanaira, już snuje plany rozwoju silnej połączonej europejskiej grupy lotniczej, choć na razie jego firma ma 16 proc. akcji Aer Lingusa. Skupowała je od ostatniego poniedziałku, gdy Aer Lingus zadebiutował na giełdzie.
Wczoraj Ryanair złożył ofertę kupna 28 proc. akcji spółki od irlandzkiego Ministerstwa Finansów. Zaproponował za nie 1,48 mld euro w gotówce, co zrobiło spore wrażenie na rynku. Ale nie na Ministerstwie Finansów, które z miejsca tę propozycję odrzuciło, choć Ryanair wycenił akcję Aer Lingusa na 2,8 euro, o jedną piątą powyżej kursu z poniedziałkowego debiutu.
Michaela O'Leary'ego ta odmowa nie zraziła - zapowiedział, że będzie szczęśliwy, mając rząd jako mniejszościowego udziałowca we wspólnym przedsięwzięciu. Dodał jednocześnie, że i tak jego celem jest dojście do 50,1 proc. udziału w kapitale Aer Lingusa. By to osiągnąć, będzie starał się kupić na giełdzie akcje spółki.
Dlaczego rząd Irlandii nie chce sprzedać Aer Lingusa? Jak wyjaśnia, z obawy, że połączenie obu firm znacznie zmniejszyłoby konkurencję na rynku. Branżowi analitycy zwracają uwagę, że Ryanair mógłby mieć też problemy z uzyskaniem zgody Komisji Europejskiej, bo połączone linie przejęłyby lwią część ruchu z i do Irlandii.
Ryanair odpiera te zarzuty. Michael O'Leary już zapowiedział, że jeśli przejmie Aer Lingusa, to będzie obniżał ceny jego biletów o 2,5 proc. rocznie.
Władze narodowego przewoźnika odrzuciły wczoraj po południu ofertę Ryanaira, stwierdzając, że nie docenia ona wartości Aer Lingusa oraz jego potencjału. Swój sprzeciw wobec potencjalnej transakcji zgłosił już główny związek zawodowy Aer Lingusa, który wcześniej sprzeciwiał się prywatyzacji firmy.
Jak oceniają analitycy, dla Ryanaira narodowy przewoźnik byłby idealnym uzupełnieniem jego biznesu. Pozwoliłby wejść na bardzo dochodowe trasy północnoatlantyckie.
W sumie obie linie obsługują 500 połączeń, z których tylko 17 się pokrywa. Obie działają też w Polsce, gdzie Ryanair zdobywa coraz silniejszą pozycję. O ile w 2005 r. na wszystkich trasach do i z Polski przewiózł niewiele ponad 260 tys. osób, o tyle w I kwartale 2006 r. z jego usług skorzystało 212 tys. osób.
Analityk Deutsche Banku, który zastrzegł anonimowość, ocenia, że plany Ryanaira dobrze wpisują się w obecne tendencje na rynku. Przypomina też wcześniejsze wypowiedzi O'Leary'ego o tym, że w 2010 r. w Europie zostanie pięciu przewoźników: British Airways, Lufthansa, Air France/KLM, EasyJet i oczywiście Ryanair.
źródło: Rzeczpospolita
powrót |