Centralwings: Jest tanio, będzie taniej
Nowy prezes Centralwings chce obniżyć koszty działalności, wypracować strategię wspólną dla całej grupy LOT, zapewnić więcej dobrze wyszkolonych pilotów i personelu pokładowego.
Czy nie spodziewa się pan likwidacji linii w związku z tym, że Centralwings zakończył ubiegły rok ze stratą, która w 2006 roku może być jeszcze większa?
– Straty są wliczone w działalność niemal każdej spółki i nie ma w tym nic złego, pod warunkiem że są one planowane i kontrolowane. Już na etapie tworzenia linii było wiadomo, że w pierwszym okresie poniesiemy duże koszty związane z inwestycjami. Ale trzeba pamiętać, że dzięki temu została stworzona potężna i prężna instytucja. W chwili obecnej mamy 6 proc. udziałów w całym polskim rynku lotniczym i 17 proc. w rynku lowcostowym. W 2005 roku przewieźliśmy 715 tys. pasażerów, a w tym liczba ta przekroczy 1,3 mln. W ciągu tygodnia nasza flota złożona z dziewięciu boeingów 737 wykonuje aż 317 rejsów. Oznacza to, że każdy samolot Centralwings spędza w powietrzu około 10 godzin na dobę. Są to jedne z najlepszych wyników wśród firm lowcostowych.
Jakie podjął pan działania, aby poprawić wyniki finansowe firmy?
– W tej chwili najważniejsze jest, aby konsekwentnie obniżać koszty. Przede wszystkim rezygnujemy z latania na główne lotniska. W sezonie zimowym chcemy przenieść część rejsów z głównego terminala na Okęciu na tańszą Etiudę. Podobną operację przeprowadzimy w Londynie. Niektóre rejsy przeniesiemy z lotniska Gatwick na Stansted. W Polsce szukamy także miejsca na nową bazę, czyli lotniska, na którym moglibyśmy nocować i serwisować samoloty.
Utrzymanie siedziby w Łodzi kosztowało w ubiegłym roku ponad 10 mln zł. Czy myśli pan także o zlikwidowaniu tej części Centralwings i skupieniu całej działalności w Warszawie, gdzie funkcjonuje baza techniczna?
– W administracji Centralwings pracuje niewiele osób. Na trzy osoby pracujące w powietrzu (piloci, stewardesy) przypada tylko jeden pracownik biurowy. Obecnie w Łodzi są nasze działy sprzedaży i informatyki, trudno byłoby przenieść wszystko do Warszawy. Współpraca warszawsko-łódzka bardzo dobrze się do tej pory sprawdzała i nie widzę powodów, aby to zmieniać.
Ogłosiliście nową siatkę połączeń na sezon zimowy. Na liście miast, do których będą latały samoloty Centralwings, znalazły się m.in. Grenoble, Lille, Cork. Czy jesteście w stanie zapewnić odpowiednią liczbę samolotów i załóg, czy pasażerowie nadal będą skazani na wielogodzinne oczekiwania na samolot?
– W naszym nowym rozkładzie znalazło się wiele miast, do których bardzo chętnie zimą latają Polacy. Podobnie jak w sezonie letnim, proponujemy naszym pasażerom tzw. loty czarter-mix. Dzięki Centralwings każdy będzie mógł polecieć do kurortów, do których zwykle latają tylko czartery. Opóźnienia zdarzają się wszystkim przewoźnikom lotniczym. W większości przypadków nie zależą od linii, ale są spowodowane coraz intensywniejszym ruchem na lotniskach i w powietrzu.
Przewoźnicy skarżą się na brak dobrze wyszkolonych pilotów. Też macie ten problem?
– Na rynku zaczyna brakować pilotów z odpowiednimi licencjami. Jest to związane z ogromną dynamiką rozwoju lotnictwa.
Centralwings, spółka całkowicie zależna od narodowego przewoźnika, lata na tych samych trasach. Czy zamierza pan to zmienić?
– Naszym właścicielem jest LOT i interesy tego przewoźnika będą uwzględniane w strategii. Nie uważam, abyśmy byli konkurencją dla LOT-u. Przede wszystkim oferta lowcostów skierowana jest dla zupełnie innych osób niż klienci tradycyjnego przewoźnika. O wiele większe zagrożenie stanowimy dla przewoźników autobusowych i kolejowych.
Jaka jest strategia firmy na najbliższe lata?
– Przede wszystkim obniżanie kosztów i doprowadzenie do rentowności firmy. Próg rentowności chcemy osiągnąć pod koniec 2008 roku. Nasza strategia musi być wpisana i wspólna ze strategią naszego właściciela, czyli całej Grupy LOT. Myślimy także, aby opracować system pozyskiwania dodatkowych przychodów z działalności pozalotniczej. Dobre wyniki dla firmy oznaczają bowiem jeszcze tańsze bilety dla pasażerów.
Czyli zamierzacie, tak jak Rayanair, pobierać od samorządów opłaty za umieszczanie nazw miast, do których latacie na plakatach reklamowych?
– Nie wykluczam ściślejszej współpracy z miastami i regionami, do których latamy. Z całą pewnością zrobimy wszystko, aby jak najszybciej osiągnąć zysk z działalności i stać się najpopularniejszym lowcostem w Europie.
źródło - Gazeta Prawna
powrót |