Plaga lotniczych spóźnień
Linie lotnicze nie nadążają z obsługą pasażerów. Rośnie liczba opóźnień i zaginionych bagaży. Skarg na niepunktualne albo odwołane loty było w Polsce w pierwszym półroczu dwa razy więcej niż w całym 2005 r. Niewiele lepiej jest z ginącymi na lotniskach walizkami. I choć dotyczy to większości europejskich linii, Polska należy do krajów, w których jest szczególnie źle.
Linie lotnicze bezradnie rozkładają ręce, bo za opóźnienia odpowiada głównie rosnący tłok w powietrzu i na lotniskach, które zatykają się, nie nadążając z inwestycjami za wzrostem liczby pasażerów.
Tylko w ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku do Komisji Ochrony Praw Pasażerów przy Urzędzie Lotnictwa Cywilnego wpłynęło 331 skarg w związku z opóźnionymi i odwołanymi lotami. To dwa razy więcej niż w całym 2005 r. Najbardziej bulwersuje to, że w takich sytuacjach przewoźnicy, zresztą wbrew przepisom, często pozostawiają pasażerów bez opieki. Choć są zobowiązani do zapewnienia im hotelu i posiłków, często tego nie robią. Z próśb o interwencję trafiających do Europejskiego Centrum Konsumenckiego (ECK) najwięcej, bo ponad jedna trzecia, dotyczy właśnie linii lotniczych. - Większość tych spraw odnosi się do zagubionego lub zniszczonego bagażu - mówi Karolina Tołwińska, doradca ds. komunikacji ECK.
Niestety, nikt nie ujawnia też statystyk związanych z punktualnością samolotów na polskich lotniskach i liczbą ginących na nich bagaży. Wiadomo jednak, że jest tragicznie. Na przykład w pierwszych trzech miesiącach 2006 r. 32 proc. samolotów LOT wylądowało i wystartowało z opóźnieniem. - Przyczyny są dwie - twierdzi Paweł Klimiuk z biura prasowego LOT. – Pierwszą jest niewydolność Eurocontrol - unijnej instytucji zajmującej się zarządzaniem europejską przestrzenią powietrzną. Drugą, ważniejsząjest trwający od ponad roku gigantyczny boom na rynku lotniczym - podkreśla Klimiuk. Ludzi podróżujących samolotami, zwłaszcza w Polsce, przybywa w lawinowym tempie, a lotniska są już za małe, żeby obsłużyć taką liczbę pasażerów. Ponad 80 naszych połączeń to loty do i z Okęcia oraz Balic.
Lotnisko w Warszawie było obliczone na 3,5 mln pasażerów rocznie, a już korzysta z niego prawie dwa razy więcej osób. Zapchane lotniska to więcej ludzi do skontrolowania i odprawy, co oznacza kolejki, a w ślad za tym opóźnienia. Połączeń jest już tak dużo, że samoloty lądują i startują jeden za drugim. W tej sytuacji drobne opóźnienie jednego z nich powoduje, że nie mogą odlecieć na czas kolejne i mamy efekt domina. Ów problem dotyka zresztą już całej Europy. Według Stowarzyszenia Europejskich Linii Lotniczych (AEA), zrzeszającego tradycyjnych przewoźników, co trzeci samolot latający na długich dystansach był spóźniony. To dużo więcej niż w ubiegłym roku. - Nikt nie przewidział, że liczba pasażerów będzie rosła tak szybko - tłumaczy Eryk Kłopotowski ze SkyEurope. Dlatego lotniska nie są przygotowane na ich przyjęcie, za wolno się rozbudowują. W Polsce pod tym względem jest o wiele gorzej niż w Europie Zachodniej. Artur Burak, rzecznik Polskich Portów Lotniczych (będących m.in. właścicielem Okęcia), protestuje przeciw zrzucaniu całej winy na lotniska. Jego zdaniem jedną z przyczyn jest pojawienie się na rynku małych przewoźników z kilkoma, kilkunastoma samolotami. Jeśli popsuje im się choćby jeden z nich, sypie się cały rozkład. Po drugie, maszyny tanich linii wykonują dziennie tyle lotów, że w razie awarii też nie ma ich czym zastąpić. A jakie są widoki na przyszłość? Okęciu przybędzie w przyszłym roku nowy terminal, który powinien rozładować tłok na tym największym polskim terminalu.
Rozbudowują się też inne krajowe i europejskie lotniska. Powstają nowe. Jeśli jednak rynek lotniczy wciąż będzie się rozwijał w takim tempie jak teraz, a wiele na to wskazuje, te dzisiejsze inwestycje wystarczą tylko na kilka lat i potem lotniska znów się zapchają.
źródło - Dziennik Polska Europa Świat
powrót |