Student wiecznie zalatany
Wracają z Berlina, Kopenhagi czy Tokio wprost na uczelnię, na wykłady. Podają pasażerom kawę, a profesorom udzielają dobrych odpowiedzi. Coraz więcej młodych ludzi łączy naukę z pracą... na pokładzie samolotu.
Katarzyna Tasarek studiuje socjologię na Uniwersytecie Warszawskim. Rok temu zobaczyła ogłoszenie w gazecie o naborze stewardes do LOT. - Na początku wydawało mi się, że ten zawód sprowadza się do podawania kawy, a wcale tak nie jest: najważniejsze jest bezpieczeństwo. Musiałam przejść wiele szkoleń i dużo się nauczyć - wspomina Kasia.
Praca na pokładzie samolotu to spełnienie marzeń Bartka Sieluka, studenta Akademii Obrony Narodowej, który pracuje w Centralwings. - Zawsze fascynowały mnie maszyny, które unoszą się w powietrzu. Od szesnastego roku życia latam na szybowcach i balonach. Studia też wybrałem nieprzypadkowo: Wydział Lotnictwa i Obrony Powietrznej mówi sam za siebie, choć wiedza tam zdobyta nie pomaga mi w wykonywaniu obowiązków.
Stewardzi muszą w ciągu miesiąca wylatać 100 godzin. Do tego trzeba jeszcze doliczyć czas potrzebny na przygotowanie samolotu do startu‚ oczekiwanie na lotniskach‚ nieprzewidziane opóźnienia. Nierzadko kończą dzień pracy w innym mieście‚ niż zaczęli. - Komisja rekrutacyjna zapytała mnie, czy nie boję się, że z powodu studiów sobie nie poradzę w pracy. Ale fakt, że przyszłam na rozmowę podczas sesji i nie był to dla mnie problem, przekonał komisję. Zresztą zajęcia mam tylko dwa razy w tygodniu, a reszta to wykłady, na które chodzę, jak mogę. W pracy często nie wspominam o swoich studiach i pewnie dlatego nikt mnie nie oszczędza z tego powodu - mówi Kasia Tasarek. Bez problemu łączy pracę z nauką. - Pracujemy mniej niż ci, którzy spędzają 8 godzin w biurze, ale zawód stewardesy wymaga elastyczności‚ bo grafik lotów jest ustalany co miesiąc. Poza tym można poprosić o wolne dni‚ kiedy są zajęcia. Mamy też coś takiego jak dyżury. Wtedy musimy być gotowe do wylotu w każdej chwili. No i weekendy nie zawsze są wolne - opowiada Aleksandra Jarośkiewicz. W tym roku będzie broniła dyplomu z japonistyki.
Aby udało się połączyć pracę z obowiązkami akademickimi‚ potrzebna jest dobra organizacja. - Czasami zdarza się‚ że przylatuję na przykład z Kopenhagi i od razu biegnę na wykład albo ćwiczeniach. Potem wracam i lecę do Monachium. Są dni, że jestem na uczelni nieprzytomna ze zmęczenia. Kiedy kończymy dzień w Krakowie, zamiast spaceru na Wawel, wyciągam notatki i się uczę. Najgorzej jest podczas sesji‚ bo nie mamy wpływu na terminy egzaminów. Wtedy można wziąć urlop na żądanie - mówi Kasia.
Czasem zapracowani studenci mogą liczyć na wyrozumiałość wykładowców. - W Akademii Obrony Narodowej wielu wykładowców to piloci. Rozumieją nasz system pracy‚ ale oczywiście uczyć się musimy tak jak wszyscy.
- Nie ma taryfy ulgowej - opowiada Bartek. Kilku jego kolegów też jest stewardami. - Staram się tak ułożyć plan zajęć, by mieć ich jak najwięcej jednego dnia. Czasami jednak przychodzę na zajęcia w mundurze i od razu jestem wołany do tablicy, by rozwiązać jakieś zadanie - dodaje Bartek.
źródło - Rzeczpospolita
powrót |