Lufthansa rzuca wyzwanie konkurentom
W Lufthansie panuje uczucie satysfakcji związane z problemami, jakie Air Berlin ma z wejściem na giełdę. Ten tani rywal wymusił na narodowym przewoźniku zmiany, mimo że z 51 milionami pasażerów rocznie Lufthansa jest czterokrotnie większa.
Karl Ludwig Kley, dyrektor finansowy Lufthansy powiedział w czwartek, że cieszy się z giełdowego debiutu konkurenta i zażartował, że spodziewa się „boomu” na akcje swojej firmy, ponieważ inwestorzy będą mogli zobaczyć, „jak dobrzy jesteśmy”.
Odważne stwierdzenie w czasach rekordowo wysokich cen ropy i szybkich zmian wymuszanych przez przewoźników w rodzaju Air Berlin. W czwartek Kley poinformował o zwiększonej stracie operacyjnej w pierwszym kwartale w wysokości 75 milionów euro wobec 49 milionów euro w pierwszych trzech miesiącach 2005 roku.
Jednak solidny wzrost sprzedaży w sektorze pasażerskim podniósł ogólne przychody o 13,9 procent do 4,4 miliarda euro, co skłoniło przewoźnika do utrzymania całorocznej prognozy, która zakłada, że zysk operacyjny będzie „przynajmniej” na poziomie zeszłorocznym, kiedy to wyniósł 577 milionów euro.
Spadek udziału w rynku skłonił linię z siedzibą we Frankfurcie, która ma już zresztą własnego taniego przewoźnika pod nazwą Germanwings, do eksperymentu w ramach którego oferowane są tanie bilety, od 99 euro za podróż w dwie strony. Spółka musiała jednak obniżyć koszty, by móc je sfinansować.
Dla przykładu, według firmy DAG, zbierającej dane o ruchu lotniczym, na trasach krajowych Lufthansa obsługuje 59 procent wszystkich lotów, co oznacza spadek o 12 punktów procentowych w porównaniu z początkiem 2001 roku. W tym czasie tanie linie zwiększyły swój udział od zera do 25 procent.
Wspomniana firma szacuje, że Lufthansa w okresie od 2002 do 2005 co roku traciła trzy procent udziału w rynku. Choć przewoźnik nie chce publikować danych dla poszczególnych rynków, było jasne, że zdaje sobie sprawę, że nadszedł czas na działanie.
„Spadek procentowy, z którym mieliśmy do czynienia, był jednocyfrowy” – powiedział w niedawnym wywiadzie Christoph Klingenberg, który odpowiada za 16 mniej ważnych lotnisk Lufthansy.
„To stopniowy proces, ale to nie znaczy, że mamy zamiar przyglądać mu się z założonymi rękami” – dodał.
W październiku ubiegłego roku firma uruchomiła „Projekt Hamburg”, w ramach którego oferuje do 3 tys. tanich biletów dziennie do 23 europejskich miast, do których Lufthansa lata z Hamburga. By zrównoważyć mniejsze przychody z jednego miejsca, przewoźnik zwiększył liczbę biletów o 40 procent.
Ponieważ próba, która - zdaniem Klingenberga była „w mniejszym stopniu eksperymentem, a bardziej kwestią egzystencjalną” – powiodła się, eksperyment wkrótce rozszerzono na Dusseldorf, a w perspektywie na wszystkie krajowe porty. Obecnie co roku dostępnych jest 4,2 miliona takich biletów.
Za cenami musi pójść infrastruktura. Przewoźnik bada, czy innowacja wprowadzona w Hamburgu, może być zastosowana gdzie indziej. Chodzi o pozostawianie samolotów na lokalnych lotniskach, zamiast korzystanie z centralnej floty kontrolowanej z Frankfurtu.
Dieter Gerritzen, inżynier Lufthansy z Hamburga zna oznaczenia siedmiu samolotów którymi się opiekuje, na pamięć: “Echo Kilo, Echo Lima, Echo Mike, Oscar, Papa, Romeo i Sierra” – są tu każdej nocy.
Boeingi 737 zaczynają i kończą każdy dzień pod jego opieką. „Ponieważ mam tu Echo Mike’a każdej nocy, mogę lepiej zaplanować jego konserwację” – mówi Gerritzen. „W przeszłości mieliśmy samolot co trzecią noc. To było trudne”.
Według Klingenberga takie „pingpongowe” loty obniżają koszty konserwacji o 25 procent w porównaniu z samolotami, które krążą po całej Europie. „Właściwe części są zawsze na miejscu, a każdy mechanik zna swoją maszynę”.
Gdy do tego dodamy 250 pilotów i stewardessy, którym nie trzeba już więcej płacić za noce spędzone poza domem, to okaże się, że ogólny koszty są o jedną piąta niższe niż w przypadku samolotu, który może zacząć dzień w Hamburgu, a zakończyć w Hanowerze lub w Helsinkach. Są również korzyści, które trudniej wymierzyć.
„Moi koledzy są szczęśliwi, ponieważ ich prywatne życie stało się bardziej przewidywalne” – mówi Klaus Jacobsen, szef załóg pokładowych w Hamburgu. „To wspaniale, że Lufthansa coś takiego oferuje”.
Jego zdaniem zyskują także pasażerowie. „Ponieważ stewardessy latają na tych samych trasach, wiele z nich zna przyzwyczajenia stałych pasażerów”.
Ta mieszanka wydaje się skutkować. Klingenberg powiedział, że tani rywale mogą być o „może nawet 10 procent” szczuplejsi – kosztem rezerwacji i rezygnacji z klasy biznes. „Wciąż jednak przyciągamy tylu dodatkowych klientów, że ma to finansowy sens”.
W marcu liczba pasażerów w Europie wzrosła o 7,2 procent. „Sposób w jaki rozwija się biznes w Europie bardzo nas cieszy” – powiedział Kley w czwartek. „W dłuższej perspektywie firmy robią tylko te rzeczy, które przynoszą im pieniądze”.
Przewoźnik składuje teraz swoją flotę również w Dusseldorfie i rozważa Monachium, jako drugą bazę przesiadkową. Cięcia kosztów zapoczątkowane w Hamburgu były tam możliwe mimo bardziej skomplikowanej siatki połączeń, powiedział Klingenberg.
źródło - The Financial Times
powrót |