Zostały nam tylko dwie taksówki
Właściciele powietrznych taksówek twierdzą, że po akcesji polskie niebo opustoszało. W Polsce powietrzne taksówki latają od niedawna. Obecnie taką usługę oferują tylko dwie firmy Adviser z Warszawy i SkyTaxi z Wrocławia. Obie, według ich prezesów, powstały z zamiłowania do latania.
Założenie takiej firmy było konieczne, by ograniczyć koszty utrzymania własnego samolotu. To połączenie przyjemnego z pożytecznym opowiada Grzegorz Rybczyński, prezes SkyTaxi.
Podobne motywacje kierowały Tadeuszem Beliwarem, prezesem spółki Adviser. Jego firma oprócz powietrznej taksówki dysponuje też powietrznym ambulansem i szkoli pilotów.
Polacy latają mało
Obie firmy dysponują własnymi samolotami. W przypadku Advisera jest to samolot Cessna 421, który morze zabrać na pokład 6 pasażerów. SkyTaxi samolotem M-20 Mewa, którym mogą lecieć oprócz pilotów cztery osoby. Prezesi obu spółek nie ukrywają, że nie jest to usługa tania. Koszt przelotu waha się w granicach 600-800 EUR (2,4-3,2 tys. zł) za godzinę. Klient musi zapłacić także za powrót samolotu na rodzime lotnisko. Podróż z Warszawy do Krakowa trwa około 1 godz. dodaje Tadeusz Beliwar.
Klienci powietrznych taksówek to najczęściej prezesi firm lub znani artyści i sportowcy. Głównie to biznesmeni zagraniczni przyznaje Tadeusz Beliwar. Jego firma w ciągu roku przewozi 30-40 pasażerów. Większość z nich to stali klienci, którzy latają kilka razy w roku. Nie jest to dużo. Wylatujemy 200-300 godzin rocznie. Żeby taki biznes się naprawdę opłacił, należałoby latać przynajmniej trzy razy częściej podkreśla Tadeusz Beliwar.
UE przetrzebiła rynek
Do maja 2004 r. na rynku polskim usługi przewozu pasażerów wykonywało około 10 firm lotniczych. Jednak przepisy unijne wymusiły na branży wprowadzenie certyfikatu JAR-OPS 1. Uzyskały go tylko SkyTaxi i Adviser. Zdobycie takiego certyfikatu wymaga prawie rocznych starań i nakładów rzędu 100 tys. zł mówi Grzegorz Rybczyński.
Wielu przewoźników postanowiło więc wejść w szarą strefę i wykonywać przeloty pasażerskie bez wymaganych certyfikatów. Trzeba zaznaczyć, że korzystanie z usług przewoźnika, który nie ma certyfikatu, wiąże się z unieważnieniem polisy na życie. Jeśliby doszło do wypadku, to ubezpieczyciel nie wypłaci odszkodowania uważa Tadeusz Beliwar. Grzegorz Rybczyński nie postrzega tych firm jako nieuczciwej konkurencji.
Powietrzna taksówka to usługa regionalna. Nikt nie zamówi mojego samolotu, by przelecieć ze Szczecina do Warszawy podkreśla prezes SkyTaxi. Ma też nadzieję, że kilku z działających półlegalnie przewoźników zdobędzie certyfikat i wyjdzie z szarej strefy.
Grozi nam konkurencja ze strony zagranicznych firm. Razem łatwiej się jej oprzemy podkreśla Grzegorz Rybczyński. Dodaje, że tylko w Niemczech funkcjonuje kilkaset takich podmiotów. Niektóre z nich mają po dwadzieścia samolotów. Po przystąpieniu Polski do Unii nasze niebo jest tak samo otwarte dla rodzimych przewoźników, jak i unijnych.
Źródło: Puls Biznesu
powrót |