Rozsądek we własnym interesie
To nie pierwszy spór linii lotniczych i Państwowych Portów Lotniczych. Ten pierwszy, w lecie ubiegłego roku, dotyczył budowy lotniska. Plany proponowane przez przedsiębiorstwo zarządzające lotniskami w Polsce zupełnie nie odpowiadały potrzebom przewoźników. Nie spełniały też wymogów portu przesiadkowego, jakim ma szanse stać się Warszawa, zwłaszcza że LOT należy do największego sojuszu lotniczego na świecie. Spór, który wybuchł teraz, dotyczy podwyżki stawek, jakie pod pozorem zmiany waluty rozliczeń chciały wprowadzić PPL.
Transport lotniczy przeżywa od kilku lat bardzo trudny okres. Sytuacja gospodarcza na świecie po 11 września 2001 r. nie była najlepsza, paliwa drożeją niemal codziennie. Bilety, na skutek ostrej konkurencji w lotnictwie, drożeć natomiast nie mogą. Nie oznacza to jednak, że cały ciężar oszczędności i redukcji etatów muszą ponosić przewoźnicy. Na świecie porty lotnicze, choć nie bez oporów, jednak zmniejszają opłaty pobierane od linii lotniczych. Rozumieją, że tak naprawdę ich działalność jest uzależniona od kondycji przewoźników, których z pewnością nie stać już na ponoszenie większych kosztów. Droższe bilety równoważące podwyżki opłat lotniskowych drastycznie zmniejszyłyby liczbę pasażerów.
Dobrze byłoby, aby to wreszcie zrozumiały Państwowe Porty Lotnicze. Niewątpliwie mają teraz taką szansę, bo zamiast upierać się przy najkorzystniejszych dla siebie stawkach, zdecydowały się negocjować. Zmniejszenie liczby lotów do Warszawy, co dla niektórych przewoźników mogłoby stać się koniecznością, nie leży przecież w interesie Portów.
Źródło: Rzeczpospolita
powrót |