Kraków: Na granicy możliwości
Na podkrakowskim lotnisku w Balicach wszystko działa na granicy możliwości. Często, zwłaszcza w południe, gdy odlatuje najwięcej samolotów, w terminalu pasażerskim robi się bardzo tłoczno. Czekając, można się zrelaksować, wygodnie usiąść, kupić pamiątkę z Krakowa albo zamówić coś do jedzenia. Ale przed samym odlotem łatwo się zdenerwować. Zdarza się, że wołani do samolotu pasażerowie stoją jeszcze w kolejce do kontroli paszportowej. Odprawa przebiega zbyt wolno, bo stanowisk jest za mało.
Samochodem do lotniska dostać się można bez problemu. Drogi dojazdowe są wąskie, ale nie ma na nich korków. Sznur samochodów staje za to często przy samym podjeździe pod terminal. Wystarczy, że na chwilę zatrzyma się tam autobus.
Na parkingu jest dużo miejsca. Ale już za samo podjechanie pod budynek portu trzeba zapłacić. Cierpią na tym ci, którzy chcą tylko odwieźć kogoś na lotnisko. Również wejście na taras widokowy kosztuje, choć nie można z niego zobaczyć momentu startu samolotu, lecz jedynie pomachać wchodzącym po schodkach na pokład.
Lotnisko przystosowane jest na przyjęcie 1,5 mln pasażerów rocznie, a w 2005 roku półtoramilionowy podróżny obsłużony został 16 grudnia. W 2006 roku liczba odlatujących i przylatujących do Balic może przekroczyć 2 mln.
Źródło: Rzeczpospolita
powrót |